EA Sports jest potentatem jeśli chodzi o wysokobudżetowe produkcje sportowe w świecie gier komputerowych. To dzięki niemu możemy cieszyć się takimi tytułami jak FIFA, NHL czy NBA Live (ostatnio przekształcone na NBA Elite). Na drugim biegunie jest malutka włoska firma Idoru, która od kliku lat próbuje wedrzeć się do serc kibiców swoimi grami sportowymi. Możecie nie wiedzieć, ale jest to jedyny twórca siatkówki halowej na nasze pecety. Co do jakości wykonania cóż nie będę teraz wypowiadał, ale jak to mówi przysłowie: „na bezrybiu i rak ryba”. Mając wyrobione zdanie na temat produktów Idoru w moje ręce do recenzji wpadła najnowsza koszykówka o nazwie International Basketball 2010.
Na początku zaskoczył mnie brak jakiegokolwiek intra, które zawsze wpływa na pierwsze wrażenie związane z danym tytułem. Myślałem, że gra tak dużo miejsca zajmuje na płycie DVD i po prostu się ono na nim nie zmieściło, ale sama gra zajmuje niecałe 2Giga. Nie zniechęcając się specjalnie zacząłem przeglądać co oferuje koszykówka od Idoru.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Menu i tryby rozgrywki:
Samo menu jest w kolorze piłki do koszykówki, niezbyt piękne ale przejrzyste. Wszystkie opcje oznaczone są ikonami w danym temacie. Robi wrażenie, że dalej może być tylko lepiej. Muszę przyznać, że ilość trybów rozgrywki jest tutaj duża i zadowalająca. Twórcy zaproponowali nam oprócz możliwości rozegrania szybkiego „szpila” także walkę jeden na jeden, konkursy rzutów za trzy czy pojedynki na rzuty osobiste oraz treningi i turnieje. Konkursy rzutów zza linii 6 metrów 25 centymetrów czy z 4 metrów dzielą się na dwa rodzaje: jedna nazywana jest serią, a druga jest walką z czasem. Jeśli rzucamy za trzy to serią jest rozgrywka jaką znamy z All Star Weekend w lidze NBA czyli zawodnicy mają 60 sekund na oddanie rzutów piłkami znajdującymi się w pięciu koszykach. Tryb czasowy wygląda trochę inaczej. Tutaj mamy 15 sekund na każdy z koszyków i piłki, które się na pojawiają mogą mieć wartości bonusowe od 2 do 4 punktów, jeśli trafimy taką piłką do kosza. Przy rzutach osobistych tryb czasowy to 60 sekund na oddanie jak największej liczby rzutów, gdzie także pojawiają się piłki bonusowe oraz seria, gdzie rzucamy dotąd dopóki nie popełnimy pierwszego błędu. Każda z tych opcji dzieli się na dwie kolejki. Wynik jest sumą obu i zwycięzcą jest ten, który uzyska większą ilość po zakończeniu drugiej kolejki. W turniejach możemy rozgrywać całe sezony w jednej z lig, mistrzostwa, puchary i same play-offy. Dodatkowo jest także turniej rzutów za trzy i tryb „custom tournament”. W tej części gracz tworzy własne zasady turniejowe. Może wybierać pomiędzy ligą czy play-offami, ilością faz turnieju i zespołów awansujących do kolejnej fazy, a także może uruchomić rynek transferowy. Dostajemy pełną dowolność w tej kwestii. Część treningowa pozwala nam na rozegranie swobodnych zajęć, gry 1 na 1 oraz rzutów osobistych.
Drużyny i zawodnicy:
W
International Basketball 2010 zresztą jak we wszystkich znanych mi produktach Idoru nie mamy do czynienia z wykupionymi licencjami na nazwy drużyn i nazwiska zawodników. Poszczególne ekipy są opisywane nazwami miast lub państw z których pochodzą. Nazwiska zaś są podobne do tych prawdziwych. Przykładem może tu być nasza reprezentacja, gdzie w składzie możemy spotkać się z takimi zawodnikami jak Gortet, Logen czy Lempe (którzy są odpowiednikami naszych gwiazd Marcina Gortata, Davida Logana i Marcina Lampego). Na całe szczęście firma Idoru do każdego swojego produktu dodaje bardzo przydatne urządzenie jakim jest edytor drużyn, gdzie możemy rotować składem reprezentacji czy klubów, ale także zmieniać dane i parametry zawodników dzięki czemu wkładając trochę pracy będziemy mogli się cieszyć prawdziwymi nazwiskami koszykarzy. Jeśli chodzi o wybór drużyn to jest ona okazała. Możemy zagrać reprezentacjami z całego świata (jak już wspomniałem wcześniej także naszą), drużynami klubowymi z dwóch lig włoskich, jednej ligi hiszpańskiej i francuskiej a także kilkoma drużynami z całej europejskiej elity koszykarskiej. Wśród tych ostatnich mamy naszego reprezentanta jakim jest drużyna Sopotu. Co do aren naszych zmagań to jest ubogo. Kilkanaście hal, które różnią się tylko kolorem parkietu i jego poboczy, no może czasami mamy inną konfigurację trybun, ale to jest rzadkość. Śmieszne jest to, że wszystkie te areny są porozrzucane tylko i wyłącznie po całej Francji. Rozgrywki prowadzić możemy między innymi w takich miastach jak Rouen, Starsbourg czy Le Mans. Ciekawe dlaczego liga hiszpańska ma rozgrywać mecze w gościnnych progach francuskich, ale nie wnikam.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Grafika i dźwięk:
W końcu gdy już przebrniemy przez czeluści menu czas na rozpoczęcie meczu. No i co tu dużo opowiadać:
International Basketball 2010 to koszykówka dla ubogich (chociaż zakup tej gry to wydatek 50 złotych). Najbardziej broni się w tym wszystkim grafika i wygląd samych zawodników, nie są oni jak namalowani chociaż jak się spojrzy bliżej to ilość różnych twarzy jest niewielka. Same ruchy zawodników to tak jakbyśmy grali drewnami. Ruchy są mało naturalne, gdy chcemy przyspieszyć to po naciśnięciu klawisza za nie odpowiadającego czuje się jakby jechało się na szybkim motocyklu z założoną blokadą prędkości. Niby zawodnik biegnie szybciej ale nie jest to na pewno przyspieszenie. Często dziwne jest też, że zawodnik odbija się od przeciwnika i w ten sposób traci piłkę. Czasami gdy nabiegałem na piłkę to wcale jej nie łapałem, dopiero po kilku zabiegach wokół piłki znalazła się ona w moich rękach. Wszystko na boisku wydaje się takie nienaturalne. Trybuny choć są w całości wypełnione „żywymi” zawodnikami to są oni raczej statyczni. Fajne jest to, że trenerzy się włączają w grę w przerwie i nie siedzą na ławce tylko starają się podpowiedzieć swoim podopiecznym jak zagrać. Jednakże podczas gry stoją jak snopki siana. Dodatkowo jeszcze komentarz nie polepsza wrażenia samej rozgrywki. Człowiek, który stara się dorównać tym komentatorom, którzy brali udział w tworzeniu NBA Live jest po prostu marny. Ma może kilkanaście wypowiedzi, nie zna w ogóle nazw drużyn ani nazwisk zawodników (stosuje nomenklaturę: drużyna gospodarzy i gości). Nic się nie zmieniło od czasu moich ostatnich doświadczeń z innymi produktami Idoru. Sztuczność nad sztucznościami. A i jeszcze jedno tak przy okazji: cała gra jest spolonizowana, ale nazwy reprezentacji są w języku francuskim. Tutaj bura dla naszego wydawcy czyli IQ Publishing, że nie dopilnował tego.
Czas podsumować
International Basketball 2010. I trudno mi jest pisać takie słowa, bo po raz pierwszy zdarza mi się recenzować tak słaby tytuł. Jest to rzeczywiście wersja koszykówki dla ubogich. Nic nie wnosi do gatunku, powiela błędy swych poprzedniczek (chodzi mi tu o całokształt twórczości firmy Idoru). Do tego jeszcze cena 50 złotych. Takie pieniądze można naprawdę spożytkować np. na butelkę dobrego whisky (to wersja dla dorosłych) lub na jakąś dobrą grę choćby z reedycjonowanych serii (to wersja także dla młodszych graczy). Zapewne zakup ostatniej wersji NBA Live z roku 2008 na PC, która ma podobną cenę będzie lepszym pomysłem niż gra w
IB2010. Dlatego też można tu sparafrazować jedno z najbardziej znanych haseł w sporcie występujące w lidze NBA: „ I don’t love this game”.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Plusy:
+ przyzwoita grafika
+ edytor drużyn i zawodników
+ ilość trybów gry
Minusy:
- błędy graficzne
- sztuczność na boisku
- mierny komentarz i muzyka
- brak licencji