Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.
Napoleon Bonaparte
Warkot werbli, huk muszkietów, słowa w nieznanym dla mnie języku. Wielka, dumna armia, wystrojona jak na bal. Z przodu niewysoki człowiek na rumaku. Może i ustępuje innym wzrostem, ale na pewno nie zmysłem taktycznym i inteligencją – to Napoleon! Bonaparte! Korsykanin! W końcu ktoś krzyczy – Cesarz!
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Właśnie tak; niespełna rok po premierze świetnej Empire: Total War - może i nie do końca dopieszczonej, ale moim zdaniem dającej tony (prochu) fantastycznej zabawy - Creative Assembly przedstawia nam
Napoleon: Total War. Pewnie niektórzy krzykną: Zgroza! Atak! Szturmem biorą nas! Każą nam płacić! Czy świat mógł się zmienić na tyle aby coś, co zasługuje jedynie na miano dodatku, mogło być pełnoprawną produkcją? Miałem niebywałą przyjemność zakosztowania zabawy w wersji beta, i już byłem pewien, że wersja pudełkowa wyląduje w końcu na mojej półce. Teraz, kiedy rozegrałem wiele sławetnych bitew, ograbiłem miliony cywilów, utopiłem całe rzesze wrogów, mogę śmiało powiedzieć –
N:TW to gra totalna. Warto! I nie ma w tym przesady.
Wielki władca w niewielkim ciele (co ja mówię, mierzył 168cm – był wyższy ode mnie). Może i zwany francuskim Adolfem ale ciekawe, jak wyglądałby teraz świat, gdyby nie on. Creative Assembly po raz kolejny daje nam możliwość zmiany biegu historii. Epoka napoleońska nie należy do moich ulubionych okresów (czekam na II World War: Total War, ale to sfera marzeń) a Francja do ukochanych państw, ale to nic nie zmienia. Gra jest świetna.
Tryb dla jednego gracza oferuje nam samouczek. Trzeba powiedzieć, że bardzo przydatny. Opowiada on, na dobrą sprawę, o dzieciństwie Napoleona. Gdy ten wypływa z Korsyki na stały ląd, zaczyna studiować. Sprawnie nakreślona fabuła w prosty i logiczny sposób przedstawia nam wszystkie podstawowe zawiłości rozgrywki tak, aby późniejsza zabawa nie przysparzała problemów.
Do wyboru otrzymaliśmy trzy kampanie diametralnie różniące się od siebie. Pierwsza z nich rozgrywa się we Włoszech w latach 1796-1797, gdzie Napoleon stawiał swoje pierwsze kroki jako genialny dowódca. Toczy się na niewielkim obszarze, nie ma możliwości budowania floty. Naszym głównym celem jest otwarcie sobie drogi do Wiednia a - tym samym - przestraszenie Austriaków. Jest to zdecydowanie najkrótsza kampania. Mimo tego, nie można jej zarzucić, że jest niedopracowana albo zrobiona na siłę. Doskonale komponuje się z resztą.
Druga rozgrywa się w 1978 roku na terenie Afryki. Da nam możliwość zmiany kart historii – odcięcie Anglii od najkrótszej drogi do Indii. Jednakże przyznać należy, że (przynajmniej dla mnie) walka na piaskach pustyni nie należała do łatwych. Mordercze słońce mogło sprawić, że martwe jednostki zostaną zasypane piaskiem i zapomniane. Zapomnijmy o flocie – angielskie statki kapitana Nelsona dominują na morzu. Mapa jest znacznie rozleglejsza niż ta w operacji włoskiej, a główny cel to pokonanie północnoafrykańskich i bliskowschodnich plemion. Nie będzie to proste.
Trzecia kampania najbardziej przypomina tę wielką, znaną nam z Empire: Total War. Tu w końcu możemy rozwinąć skrzydła. Mapa obejmuje Europę, na wschodzie kończy się na Moskwie, gdzie Napoleon niegdyś chciał, ale zaniemógł. Zaczynamy w sytuacji niezwykle ciężkiej, z każdej strony otoczeni wrogami, mający słabiutkich sojuszników. Szczególnie w tym trybie docenimy opcje negocjacji.
Zostały one bardzo rozbudowane w porównaniu z poprzedniczkami, a do tego nie potrzeba nam - jak niegdyś - dyplomatów. Po prostu wchodzimy z poziomu mapy do okienka negocjacji i tam je prowadzimy. Nie jest jednak łatwo, inne nacje nie dają sobie w kaszę dmuchać. Często w naszą stronę wystosowują kontroferty. Zdarza się, że chcą sojuszu albo zerwania stosunków handlowych z jakimś państwem.
Prócz wspomnianych przed chwilą kampanii mamy do rozegrania (standardowo już) szereg autentycznych, historycznych bitew - pod Austerlitz, Ligny, Borodino, Waterloo, Lodi, Arcole, pod Piramidami czy pod Trafalgarem.
Creative Assembly wprowadziło w życie świetny pomysł. Już nie musimy wyburzać budynków – wystarczy zmienić ich przeznaczenie. Na pewno jest to bardziej „życiowe” rozwiązanie, bo przecież cukiernia może się przebudować w gabinet dentystyczny ( =] ).
Ze względu na to, że kampanie napoleońskie mają ściśle określoną długość, by jak najbardziej uwiarygodnić zabawę z historią, zmieniono długość trwania tury. W N:TW wynosi ona jedynie dwa tygodnie. Dzięki temu stawianie budynków jest dłuższe, tak samo jak rekrutacja nowych jednostek. Duże znaczenie odgrywają też pory roku – swoją drogą świetnie odwzorowane.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Lepiej niż w Empire: Total War zostało zaprojektowane drzewko technologiczne (dzielące się na trzy odgałęzienia). Nie jest nowością, że dżentelmeni występujący w grze, będąc w ośrodkach naukowych, przyśpieszają pracę nad nowymi wynalazkami. Choć oczywiście mogą służyć także innym celom. Szpieg natomiast, podczas pobytu w mieście innej nacji, zbuduje siatkę wywiadowczą abyśmy mieli wgląd w to co, jak i kiedy w danym regionie ma miejsce.
Do nowości, które wyszły produkcji zdecydowanie na dobre, należy zaliczyć wskaźnik zmęczenia oddziałów. Jeśli nie posiadamy naprawdę świetnie rozbudowanego zaplecza, zapomnijmy o bieganiu naszą armią po terytorium Polski i Rosji. Podobnie na pustyni w drugiej kampanii, nasi wojacy spalą się żywcem a niedobitki, które dojdą do celu będą w tak agonalnym stanie, nie będą w stanie efektywnie walczyć. Jest nad czym rozmyślać, punkty zaopatrzenia kosztują, a my pieniędzy mamy niewiele. Możemy złupić zdobyte miasto – do skarbca wpłynie trochę złota, ale gdy i ono zostanie wydane, za co utrzymamy armię? Grając w
Napoleon: Total War do takich rozterek jesteśmy zmuszeni się przyzwyczaić. Nie ma przebacz.