Benoit Sokal. Każda recenzja, każda wzmianka o
Paradise, na jakie trafiłem, zaczynały się od przedstawienia autora. Nazwisko twórcy
Amerzone i
Syberii miało zadziałać jak magnes na wszystkich fanów przygodówek. Nie martwcie się o grafikę, nie martwcie się o fabułę, nie martwcie się o nic (jak powiedziałby pewien osławiony kandydat na prezydenta pewnego miasta). Skoro gra zrodziła się w głowie Benoita, musi być świetna.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Już w chwili zakupu można odnieść wrażenie, że oto mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Gra jest naprawdę ładnie i starannie wydana.. Pudełko kryje się w kartonowej obwolucie, a z obwoluty patrzy na nas zielonymi oczyskami wielgachny, czarny diabeł... tfu... kocur. W prezencie dołączono prawie stustronicową książeczkę wydrukowaną na kredowym papierze, a w niej wywiad z Sokalem, bogato ilustrowana solucja i kilkanaście kolorowych szkiców koncepcyjnych.
Nie jestem księżniczką. Nazywam się Ann Smith.
Gdzieś w północnej Afryce rozbija się mała awionetka. Katastrofę udaje się przeżyć tylko jednej osobie. Młoda kobieta budzi się w haremie, uratowana przez księcia jakby żywcem wyrwanego z kart Księgi Tysiąca i Jednej Nocy. Kobieta nie pamięta kim jest. Spytana, jak się nazywa, podaje imię autorki znalezionej książki. Podaje imię Ann Smith. Kiedy udaje jej się wreszcie dotrzeć do władcy, ten łaskawie zgadza się ją uwolnić. Pod jednym wszakże warunkiem: Ann czeka wyprawa przez krainę, w której się rozbiła. Na życzenie księcia przemierzy ona całą Mauranię, eskortując w drodze do domu uwolnioną wraz z nią czarną panterę.
Fabuła nie jest porażająca. Gra zaczyna się leniwie i i tej leniwości nie udaje jej się właściwie pozbyć aż do końca. Wtóruje jej całkiem zgrabna, ale równie usypiająca muzyka. Oprawa dźwiękowa idealnie pasuje do charakteru i umiejscowienia rozgrywki, ale nawet przez chwilę nie poczułem potrzeby posiadania jej na osobnym krążku. Historia jest prosta, nie zaskakuje nagłymi zwrotami. Jedyna tajemnica odkryta zostaje w sposób równie prymitywny, co tożsamość Bourne’a w remake’u z Mattem Damonem. Choć pochwalić trza twórców za mocne zakończenie. Ale to tylko taka mała wisienka na szczycie małego tortu.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |