Gra Red Faction: Guerilla odniosła przed kilkoma miesiącami spory sukces zyskując sobie przychylne recenzje i całkiem sporą liczbę fanów (również dzięki świetnemu trybowi multi). Już niedługo otrzymają oni możliwość przeżycia kolejnych przygód w świecie Czerwonej Frakcji. Znów przeniesiemy się na, a właściwie pod powierzchnię, Czerwonej Planety, aby uczestniczyć w życiu i walce niezłomnych kolonistów. Mimo, że poprzednia część oparta była o filozofię otwartego świata, oraz ogromną możliwość destkrukcji, o dziwo zanosi się na to, że w Red Faction: Armageddon te elementy nie będą grały aż tak ważnej roli.
Akcja gry będzie działa się kilkadziesiąt lat po znanych z
Guerilla wydarzeniach. Front wyzwolenia Marsa spod okupacji sił EDF, ostatecznie rozprawił się z zagrożeniem ze strony chciwej korporacji, jednak te długie i krwawe zmagania pozostawiły powierzchnię Czerwonej Planety prawie w całości nie do zamieszkania. Jedyne, co pozostało tym, którzy przetrwali, to zejść do sieci tuneli i tam dalej walczyć o przetrwanie z niesprzyjającym środowiskiem. Takie umiejscowienie akcji nawiązuje do pierwszych częsci Red Faction, wydanych jeszcze na poprzednią generację konsol.
W grze wcielimy się we wnuka Aleca Masona, który był bohaterem
Guerilla - Dariusa Masona. Akcja na dobre rozpocznie się, gdy na nasze barki spada odpowiedzialność za sprowadzenie na kolonistów niebezpieczeństwa tak ogromnego, że może zagrozić przetrwaniu ludzi na Marsie w ogóle. Podczas prowadzonych bardzo głęboko wykopalisk, naukowcy trafiają na nieznaną do tej pory obcą formę życia. Jednak mimo, że to archeologowie natknęli się na ich ślad, stan obcych daleki jest od skamieniałości. W niecałe 72 godziny, obudzonym organizmom udaje się opanować prawie całą kolonię. Kierując poczynaniami Dariusa, mamy naturalnie przechylić szalę zwycięstwa na stronę ludzi i uwolnić ich od śmiertelnego zagrożenia.
Volition zdecydowało się na bardzo ryzykowny manewr. Gra bowiem zerwie z dotychczasową filozofią gry i spróbuje zamiast sandboxowego shootera stać się epicką opowiecią w formie trzecioosobowej strzelanki. Takie podejście, przynajmniej częściowo zostało zapewne podyktowane umiejscowieniem akcji w wąskich podziemnych korytarzach. Niestety dla wielu (w tym mnie), wygląda na to, że najbardziej charakterystyczna broń z poprzedniej części - zdalnie detonowane materiały wybuchowe (młot też był świetny!) - nie pojawi się w Armaggedonie. Ich miejsce zajmie broń magnetyczna, która pozwoli na "sklejenie" ze sobą dwóch porażonych magnetyczną wiązką przedmiotów poprzez ich bardzo silne namagnesowanie. Przykładowe zastosowanie, to zderzenie ze sobą dwóch przeciwników, uderzenie wrogiem o ścianę, tudzież zawalenie na niego jakiejś konstrukcji. Brzmi zachęcająco - jak wyjdzie? Zobaczymy.
Kolejną ciekawym wyposażeniem bohatera będzie wytworzone dzięki technologii nano forge odkrytej w
Guerilla urządzenie pozwalające na naprawę i odbudowę zniszczonych obiektów. Wielokrotnie podczas gry będziemy mogli, a zapewne wręcz musieli przywrócić do stanu używalności jakąś starą konstrukcję, lub maszynę. Do dyspozycji gracza będzie również potężny wspomagany pancerz, rzecz dobrze znana miłośnikom s-f, który wielokrotnie zwiększy siłę i odporność Dariusa. Strój pozwoli na walkę wręcz z hordami nieprzyjaciół, oraz na agresywne manewry, jak na przykład przebijanie się przez ściany.
Przyznam się szczerze, że powyższe informacje zabrzmiały dla mnie nieco dziwnie. Obawiam się, czy zerwanie z destrukcją w otwartym świecie, które przyniosło serii taki rozgłos - wręcz stało się jej znakiem rozpoznawczym - dobrze posłuży Armaggedonowi. Na pewno nie można wyrokować na podstawie tej garści informacji, a więc z niecierpliwością czekam na więcej!