Jak dotąd w dorobku studia Obsidian Entertainment pojawiły się wyłącznie kontynuacje dwóch większych gier wydanych przez BioWare. Na całe szczęście, zarówno Star Wars: Knights of the Old Republic II, jak i Neverwinter Nights 2 były znakomitymi tytułami i nie tylko znacząco wyróżniały się na tle swoich poprzedników, ale zapewniły tej firmie stałe miejsce wśród najbardziej rozpoznawalnych zespołów parających się w tworzeniu erpegów. Jednakże tym razem, kalifornijski developer postanowił uraczyć nas własną marką i proponuje coś, czego nie było jeszcze w gatunku gier fabularnych. Co powiedzielibyście na rozbudowaną produkcję w klimatach szpiegowskich, łączącą w sobie elementy charakterystyczne zarówno dla gier akcji, jak i cRPG, której oś fabularna została osadzona w czasach współczesnych? Tak w skrócie można by określić Alpha Protocol. Mieliśmy okazję zobaczyć wersję testową i przekonać się na własne oczy, czym dokładnie jest najnowszy tytuł ze stajni Obsidianu.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Chciałbym zaznaczyć, że nie będę tutaj zbytnio zagłębiać się w warstwę fabularną. Na to przyjdzie jeszcze czas w recenzji. Mogę jednak powiedzieć, ze jest to jedna z tych gier, w której największą przyjemność sprawia samodzielne poznawanie wszystkich smaczków zawartych w scenariuszu. Dlatego w tej kwestii postaram się ograniczyć do niezbędnego minimum i o wiele bardziej skupię się na założeniach i mechanice. Jakby na to nie patrzeć, to najłatwiej byłoby uciec się do porównania, że
Alpha Protocol jest nietuzinkowym połączeniem wielu elementów zaczerpniętych z takich gier jak chociażby
Deus Ex,
Mass Effect czy
Vampire the Masquarade: Bloodlines, jakie następnie zostały gęsto przyprawione otoczką utrzymaną w klimacie najlepszych filmów sensacyjnych i szpiegowskich. Przyznam szczerze, że trochę się obawiałem o to, iż trudno będzie wypatrzeć jakieś różnice między omawianym tytułem i kosmiczną epopeją o Shepardzie, naturalnie nie licząc zmiany realiów i tematyki. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, ale w rzeczywistości jest ono bardzo mylne i pozorne, ponieważ nie licząc podobnego interfejsu, tego samego silnika graficznego (Unreal Engine 3) i pewnych podobieństw w systemie dialogowym, to zawartość i ogólne założenia cechują się zupełnie innym podejściem.
Przed przystąpieniem do rozgrywki, musimy w pierwszej kolejności określić umiejętności kierowanego bohatera, niejakiego Michaela Thortona. Dokonujemy tego wybierając jeden z pięciu wariantów określających jego pochodzenie, stanowiących zarazem wyjaśnienie kim był wcześniej i z jakich powodów został zwerbowany do tajnej rządowej organizacji Alpha Protocol. Pierwsza trójka to tak jakby gotowe archetypy, stanowiące już z góry zdefiniowaną specjalizację w konkretnej dziedzinie. Jak wskazują same nazwy, „Soldier” jest dedykowany dla osób wolących najpierw strzelać, a dopiero potem zadawać pytania; „Field Agent” najbardziej spodoba się pasjonatom infiltracji i działania w ukryciu, natomiast wypełniając swój profil jako „Tech Specialist” wasz bohater będzie bieglejszy w korzystaniu z gadżetów i omijaniu zabezpieczeń. Gdybyście jednak chcieli samodzielnie przydzielić punkty do umiejętności, to jest to jak najbardziej możliwe za sprawą wariantu Freelancer. Co więcej, istnieje również możliwość rozpoczęcia gry całkowicie od zera bez żadnych punktów na starcie, co oferuje ostatnia z dostępnych opcji – „Rookie”. I w tym miejscu pojawia się mała niespodzianka, ponieważ niezależnie od tego, na co się zdecydujecie, to wybór zostaje w pewien sposób odzwierciedlony w rozmowach na samym początku.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Nie od dziś wiadomo, że dla wielu najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Jak to jest w przypadku tej pozycji? No cóż, trzeba przyznać, że pierwsze 20 minut wywiera tu dość mieszane odczucia, ale im dalej w las, tym jest już coraz lepiej i ciekawiej. A wszystko dlatego, że we wprowadzeniu gra pokazuje nam wszystkie swoje największe wady – pozostawiającą wiele do życzenia oprawę wizualną, koszmarne animacje postaci, toporny system walki i jeszcze gorzej wykonane skradanie. Na szczęście w odróżnieniu od większości innych produkcji,
Alpha Protocol zyskuje naprawdę wiele przy dłuższym poznaniu i odsłania swoje największe zalety dopiero w przeciągu najbliższych kilku godzin zabawy. Kiedy tylko intryga się rozkręci, to możecie być pewni, że wkręcicie się w nią na całego, nawet pomimo tych wszystkich wad i niedociągnięć. W wersji preview, w jaką miałem okazję zagrać dostępne były trzy większe misje. Tak więc, pierwsza pełniła funkcję samouczka i miała miejsce w siedzibie organizacji, druga zabiera nas do Arabii Saudyjskiej, zaś w trzeciej otrzymujemy wybór jednej z trzech miejscówek, do której wybierzemy się w pierwszej kolejności – Rzymu, Moskwy lub Tajpej w Tajwanie. Najprościej ujmując, to w każdym regionie odwiedzonym przez głównego bohatera, mamy do czynienia z jednym dużym wątkiem przewodnim rozłożonym na sieć mniejszych i większych zadań prowadzących w kierunku misji finałowej.
Jeżeli chodzi o same questy, to są one stosunkowo liniowe i podzielone na kilka kategorii: jedne są zorientowane na akcję, kolejne na infiltrację i wymagają żeby pozostać nie wykrytym, a jeszcze inne opierają się wyłącznie na rozmowach. Tak samo jest z ich długością - niektóre są krótkie i trwają nie więcej niż kilka minut, natomiast inne są o wiele dłuższe i znacznie bardziej złożone, ale za to we wszystkich możemy zdobyć nowe kontakty, dane, a nawet wskazówki pomagające w wykonaniu głównego wątku. Niemniej jednak warto zauważyć, że to którego zlecenia podejmiemy się jako pierwszego zależy wyłącznie od gracza. Na każdą z misji wybieramy się z kryjówek należących do tytułowej organizacji i to właśnie one stanowią naszą główną bazę operacyjną. Możemy tutaj nie tylko wybierać pomiędzy kolejnymi zadaniami, ale też wymienić broń i wyposażenie, obejrzeć wiadomości (gdzie często mówi się o poczynaniach protagonisty), zajrzeć na czarny rynek lub skrzynkę pocztową, a nawet dostosować wygląd Thortona i jego garderobę. Jak głosi znane powiedzenie, diabeł tkwi w szczegółach i ewidentnie działa to na korzyść tego produktu. W przypadku tego ostatniego nie chodzi tu konkretnie o edycję twarzy bohatera, ale o takie przyjemne detale jak zmianę fryzury, zarostu, koloru oczu, a nawet nałożenia nakrycia głowy lub okularów. Z kolei na czarnym rynku zaopatrzymy się w nowe rodzaje broni, amunicję, modyfikacje (widoczne nie tylko w statystykach, ale też wyglądzie broni), pancerze, gadżety (granaty, apteczki, EMP i inne przydatne zabawki), dane wywiadowcze pomagające w wykonywaniu questów, a także sprzedawać niepotrzebne śmiecie.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Dialogi z postaciami zostały zrealizowane w dość podobnym stylu, co w
Mass Effect, ale z pewnymi istotnymi różnicami. Jest charakterystyczne koło dialogowe i filmowy sposób przedstawienia narracji, ale nie ma w nim regułek z hasłami, jakie może poruszyć główny bohater. Zamiast tego wypisane są na nich krótkie frazy z emocjami, które obrazują to, w jaki sposób odpowiemy na dane pytanie lub jak zareagujemy na określoną sytuację. Tak prawdę mówiąc, to nie sposób jest nie polubić głównego bohatera. A wiecie dlaczego? Bo właściwie to będzie on taki, jakim to gracz chciałby żeby on był. Może być chamski i opryskliwy, spokojny i uprzejmy, złośliwy i sarkastyczny, a nawet chłodny i profesjonalny. Nie ma opcji dobrych i złych, każdy reaguje inaczej na to jak będziemy się względem niego odnosili. Jedni wolą osoby grzeczne i spokojne, inni chętniej współpracują jak się co nieco ich postraszy. Developerzy przyjęli trzy warianty – uprzejmy, agresywny lub profesjonalny, zaś czwarty opcjonalny związany jest z pochodzeniem, bądź wykorzystaniem informacji zgromadzonych w teczkach z danymi. Co więcej, musimy umiejętnie i szybko wybrać którąś z opcji dialogowych, ponieważ są one ograniczone licznikiem czasowym, w wyniku czego jesteśmy często zmuszani do podejmowania szybkich decyzji. Nie ma tu towarzyszy, ale wdajemy się za to w konkretne relacje z bohaterami niezależnymi - zarówno kontaktami, jak i potencjalnymi przeciwnikami. Należy tu dodać, że są to postacie niezwykle barwne, dobrze zarysowane i niesamowicie wiarygodne. Jeśli poprowadzimy z nimi odpowiednio rozmowy i pozostaniemy w dobrych relacjach, to później mogą się nam za to odwdzięczyć i pomóc dostarczając dodatkowe dane, pokierować przez komunikator, wspólnie z Thortonem wziąć udział w misji, lub nawet zaoferować jej alternatywne rozwiązanie.