Oprócz stricte zręcznościowych sekwencji gra stawia przed nami wyzwania z pogranicza gatunku adventure – rozmawiając z napotykanymi charakterami staramy się przekonać je do swoich racji. Jednak i tę kwestię wg mnie nadmiernie „spłycono” – dialogi ograniczają się do ciągu nieciekawych, a momentami irytujących minigierek. Ani to fajne, ani wciągające. Wygląda raczej na sztuczną próbę wydłużenia czasu spędzonego przed komputerem.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Ten mógłby płynąć nawet całkiem znośnie, gdyby nie jeden kluczowy mankament – totalnie spieprzone sterowanie i praca kamery. Coś, co może i sprawdza się na konsolach, na
PC doprowadza do białej gorączki, a twórcy nie napocili się zbytnio przenosząc grę na blaszaki. Przez to skakanie po platformach przy szalejącej niezależnie od nas kamerze staje się nieopisaną rozkoszą – dla masochistów. Co prawda liczne niepowodzenia karane są jedynie cofnięciem o kilka metrów, jednak bezsilność i przechodzenie gry metodą „do 100 razy sztuka; albo do 101” już niejednego skutecznie zniechęciło. Nie lepiej jest z ogólną organizacją sterowania – jedne czynności najwygodniej wykonywać myszką, inne klawiaturą, jeszcze inne padem.
Kolejną spuścizną po wersji z konsol starej generacji jest bardzo przeciętna grafika. Postacie wykonano starannie, jednak już lokacjom zdarza się razić zerowymi efektami wizualnymi, brzydkimi teksturami, ostrymi, surowymi krawędziami i ogólnie rzecz ujmując niską estetyką otoczenia. Co ciekawe, wymagania sprzętowe są wcale niemałe, co jeszcze gorzej świadczy o pracy wykonanej przez ludzi z
Shiny Entertainment.
Na tym tle bardzo pozytywnie wypada filmowe, trzymające odpowiedni klimat i nastrój udźwiękowienie. Dzięki małej natrętności podkładu muzycznego lecące w kółko motywy wcale się nie nudzą.
Równie dobrze mają się dialogi, wypowiadane w większości przez aktorów występujących w oryginale. (w grze brak polskiego dubbingu, dlatego wszystkim chętnym muszą starczyć kinowe napisy)
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Podsumowując,
The Golden Compass nie zbacza ze ścieżki wydeptanej przez poprzednie growe wersje filmowych przebojów. Gra jest niedopracowana, wygląda na robioną na siłę (byleby tylko wyszła i odpowiednio zarobiła – oto pobudki autorów), nie kryje się też ze swoim konsolowym rodowodem, ale przede wszystkim – jest do bólu przeciętną platformówką. Dlatego, jeśli nie jesteś zapalonym fanem filmu (ale nie książki, bo ta ma z grą w gruncie rzeczy niewiele wspólnego, prezentuje o wiele wyższy poziom), możesz spróbować zmierzyć się z interaktywnymi przygodami dzielnej Lyry. W każdym innym przypadku – najnormalniej szkoda tych 8 dych, których żąda wydawca. Zresztą na dobrą sprawę dużą zagadką pozostaje grupa docelowa produkcji – najmłodsi w nią nie zagrają (na pudełku widnieje nieubłagane „Od 12 lat”), zaś na starszych czeka cała plejada lepszych – i tańszych! – pozycji. Ot, magia filmowych licencji…