„Egranizacje” popularnych filmów – powstaje ich wiele, jednak częstokroć ich jakość pozostawia wiele do życzenia, co jednoznacznie sugeruje, iż mamy do czynienia z kolejną bezczelną próbą wyłudzenia od konsumenta okrągłej sumki. Szczególnie bezowocne okazuje się poszukiwanie wartościowych produkcji wśród gier, które powstały na kanwie filmów dla dzieci/młodzieży – na tej półce dominują sklecone naprędce przeciętniaki, przyozdobione krzyczącą z telewizji i plakatów marką. Czy podobnie jest ze
Złotym Kompasem, grową wersją kinowego przeboju ostatnich miesięcy?
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Fabuła gry nie zaskakuje – jest wiernym odwzorowaniem wersji ze srebrnego ekranu. Choć z początku program nad wyraz skąpo raczy nasz szczegółami dotyczącymi przedstawianej historii (dlatego przed zabawą na komputerze warto przespacerować się do kina), to z czasem wszystko staje się jasne. Wcielamy się rolę Lyry Belacqua, 12-letniej zadziornej dziewczynki, która w obliczu przykrej sytuacji życiowej (jest sierotą, jej rodzina ogranicza się do wiecznie podróżującego po świecie wujka) na własną rękę poznaje otaczający ją świat. Jest nieprzeciętnie zręczna i zwinna, a przy tym niesamowicie wygadana, co nieraz przyda nam się podczas rozgrywki. Fabularne początki zawiązują się w momencie, gdy Lyra dowiaduje się, iż jej najlepszy przyjaciel Roger został uprowadzony przez pewną mocno podejrzaną organizację. Smarkula postanawia wyruszyć w podróż pełną pasjonujących i wciągających – ale raczej tylko dla najmłodszych – przygód.
Samej rozgrywce, co łatwo odgadnąć, najbliżej do niezbyt ambitnej zręcznościówki. Większość czasu spędzamy na bieganiu, wspinaniu się i skakaniu po platformach naszą nastoletnią bohaterką. Sekwencje są urozmaicone i nawet ciekawe, a przy tym, biorąc pod uwagę hojnie rozrzucone checkpointy - nietrudne. Jednak nie jest ona sama – przez cały czas towarzyszy jej tak zwany dajmon – zwierzęce odwzorowanie duszy postaci, które notabene w tym półfantastycznym świecie ma każda napotkana osoba. Pan, bo tak ma na imię, może przybierać cztery różne, bardzo użyteczne formy – gronostaja służącego radą i wskazówką w newralgicznych momentach, leniwca pozwalającego skakać wyżej i dalej, kota wyspecjalizowanego w bezpiecznym zsuwaniu się po stromych skarpach oraz orła, niezbędnego w pokonywaniu skalnych uskoków. To jeden z nielicznych naprawdę ciekawych elementów, urozmaicających rozgrywkę.
Drugim i raczej ostatnim jest Iorek – ogromny niedźwiedź polarny, którym jest nam dane pokierować podczas etapów rozgrywających się na śnieżnej północy. I choć ten fragment ogranicza się do trzaskania tabunów wrogów, biały przyjaciel naprawdę da się lubić.
 |
| KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ ZDJĘCIE |
Warto również napomknąć o motywie tytułowego Złotego Kompasu, wokół którego toczy się zabawa i z którego często korzystamy. Na urządzeniu tym znajduje się 36 różnych znaków, z których każdemu przyporządkowane są 3 znaczenia (np. jabłku wiedza, grzech itd.). Zwiedzając lokacje zbieramy bonusy, dzięki którym kolejne symbole przestają być dla nas zagadką. To z kolei przydaje się, gdy zadajemy tajemniczemu urządzeniu pytanie potrzebne do popchnięcia akcji do przodu – wtedy wystarczy ustawić 3 wskazówki kompasu na znaczkach pasujących do podanych terminów, a następnie w krótkim zręcznościowym przerywniku utrzymać odpowiednią koncentrację i wiola – machina nagradza nas odpowiedzią.